"Moje 30 lat w masonerii"

Wypowiedź wolnomularska przedstawiona na pracach Sz:. L:. Wolność Przywrócona

Cyrkiel i Węgielnica - znaki masońskie

Trochę ponad 30 lat temu, jeden z moich przyjaciół, lub powinienem powiedzieć przyjaciel mojej mamy, bo moim przyjacielem stał się dopiero później, zapytał mnie czy chciałbym wstąpić do masonerii.

Był to człowiek, którego bardzo szanowałem (profesor Sorbony, wiele doktoratów w różnych dziedzinach od papirologii, przez historię prawa rzymskiego, historię antycznej Grecji, początków judaizmu, etc.…), człowiek uczciwy i rozsądny, zasługujący z wielu powodów na pełne zaufanie. Tak więc, nie wiedząc prawie nic o masonerii, ale bazując się wyłącznie zaufaniem do osoby, która mi to zaproponowała, zgodziłem się zostać Wolnomularzem nie wahając się ani chwili.

W ten sposób, oczywiście po zwyczajowych ankietach, otrzymałem światło w Szanownej Loży "Kopernik", Loża-Matka Polski (na wygnaniu), pracująca po polsku w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym pod auspicjami Wielkiej Loży Francji. Celem tej Loży było „przechowanie światła, aby móc je wzniecić w Polsce, kiedy stanie się to możliwe”.

Od tego czasu stwierdziłem, że często zdarza się, że profani wstępują do „masonerii” nie znając naprawdę krajobrazu masońskiego w ich geograficznym otoczeniu, nie wiedząc dokładnie, czym masoneria naprawdę jest a czym nie jest. Ponieważ chodzi o organizację „dyskretną” (a niektórzy wręcz mówią „tajną”), wiele elementów pozostaje niewiadome przed wstąpieniem. A przecież, nie można sugerować: „stań się członkiem to zobaczysz, a jeśli Ci się nie spodoba, to będziesz mógł sobie odejść!”. Nigdy nie zapomnę jednego z haseł wypisanego w izbie rozmyślań: „Jeżeli sprowadza Cię tu ciekawość, odejdź! Niczego się nie dowiesz!”.

Często zdarza się, że wstępujemy „do masonerii” przez kooptację, gdzie za często kooptujący nie włoży wysiłku, aby wprowadzić nowych do „konkurencji”, ale raczej będzie wychwalał zalety „swoich” trochę dewaloryzując inne Zakony (mówiąc przy tym pobłażliwe: „to lepsze niż nic”). Innymi słowy, profan nie otrzymuje obiektywnej, godnej tego określenia informacji. W konsekwencji, zdarza się czasami, że prawie natychmiast po wstąpieniu, nowoprzyjęty zaczyna od proponowania zmian, aby dostosować „swoją” Obediencję do tego, co zobaczył (lub o czym usłyszał) w innej Obediencji.

Z tego rodzaju doświadczenia bierze się moje pierwsza sugestia: we współpracy z innymi Obediencjami, jest wskazane utworzenie wspólnego dokumentu definiującego specyfikę każdego Zakonu obowiązkowe przekazanie do przeczytania tego dokumentu, kiedy tylko sformuje prośbę o wstąpienie (oczywiście ma to sens tylko, jeżeli jest to zastosowane przez wszystkie podpisujące ten dokument Obediencje). Każdy powinien mieć wolność wyboru przy pełnej znajomości faktów i w pełnej świadomości tego, co robi.

I oto prawdziwe powody, dla których napisałem tą deskę.

Kto wstępuje do masonerii? Dlaczego? Jakie powody powodują, że się zostaje, a jakie że się opuszcza masonerię lub że się zmienia Obediencję? Jak być pewnym, że zachowamy ”dobre elementy” a wyeliminujemy „nieadoptowalnych”? Jak przekazać, jak propagować cele masonerii? Jakie są te cele? Opuszczę tu detaliczny opis ankiet i moich początków w Sz. L. Kopernik jak i spis członków tej Loży, bo o tym mogłaby być zrobiona osobna deska. Ale muszę koniecznie powiedzieć, że miałem szczęście spotkać wiele fantastycznych osób, i mimo że pochodzili z bardzo zróżnicowanych środowisk socjo-profesjonalnych, będąc otoczony ludźmi o tej wartości, ani przez chwilę nie mogłem wątpić w wartość idei masońskich.

W Sz. L. Kopernik spotkałem profesorów z uniwersytetów i wyższych szkół, lekarzy, adwokatów, pisarzy, malarzy, dziennikarzy, inżynierów, biznesmenów, handlowców, etc. Po ponad trzydziestu latach spędzonych w trzech Obediencjach masońskich w dwóch krajach, oraz wizyt w ponad 30 Zakonach z ok. 10 krajów i ponad 100 lożach, wydaje mi się móc sobie wyrobić opinię, którą mogę podzielić z innymi – profanami lub nowo inicjowanymi.

Jak już wspomniałem, miałem szczęście spotkać się na początku mojej drogi ze wspaniałymi ludźmi. To pozwoliło mi zostać wytrwałym bez zwątpień i wahań. Ale niestety nie zawsze tak jest. Masoneria, jako organizacja, jest składa się z ludzi, a podstawową charakterystyką człowieka nie zawsze jest ludzkość. Natomiast poszukiwane cele: wolność, równość, braterstwo, sprawiedliwość, tolerancja, doskonałość, światło, prawda, itd. to właśnie prawdziwe cechy ludzkości. Dla większości profanów postulujących do inicjacji, masoneria to sposób na samodoskonalenie. I tu się nie mylą. Ale, są przynamniej trzy warunki do spełnienia, aby to doskonalenie mogło się powieźć.

Przypomnimy sobie, inicjację, gdzie, niezależnie od praktykowanego rytu, nadchodzi moment, w którym Czcigodny Mistrz pyta do 1go-Dozorcy: „O co prosisz dla profana”, a ten odpowiada: „o Światło”. Rzeczywiście, bardzo często masonów nazywa się „Dziećmi Światła”. Słowem „Światło” obejmuje się „wiedzę”, „rozsądek”, „prawdę”, „świadomość”. W tym sensie, można dać Światło ślepemu, ale nie można go dać komuś, kto sam nie ma w sobie chociażby iskierki. Bo tak naprawdę, masoneria, to pomóc każdemu z jej członków nauczyć się znajomości samego siebie, odkryć (odnaleźć) światło, które znajduje się wewnątrz każdego z nas. Masoneria to metoda

Elementy nie do ominięcia tej metody są zawarte w rytuałach:

Wielokrotnie mogłem stwierdzić, że jeżeli wykraczało się poza te reguły, kiedy tylko następowało odstępstwo od metody tradycyjnej, uzyskiwało się wyniki mierne lub wręcz katastroficzne. Jaką klęską byłoby wprowadzenie szumu świata profańskiego do Świątyni Masońskiej? Wyobraźmy sobie, chociaż przez chwilę, że 2 lub 3 spośród nas mówi (lub krzyczy) jednocześnie nie czekając na głos, o który na nasz znak prosi dla nas Dozorca Kolumny, na co Czcigodny Mistrz wyraża zgodę, i w końcu Dozorca Kolumny udziela nam głosu!

Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy dyskusje polityczne do Świątyni!

Wyobraźmy sobie, że Uczniowie zaczynają mówić nie nauczywszy się słuchać zachowując ciszę!

Zrozumiałem, że dwa słowa „tradycja” i „postęp” nie są antynomiczne, lecz wręcz przeciwnie, jeżeli chce się postępować dynamicznie, bez popełniania błędów, jest koniecznym zaplanowanie trasy i trzymanie się planu. Proponuję wam małe ćwiczenie myślowe.

Wyobraźcie sobie 2 modele budowy katedry:

Używający przyjęte, sprawdzone reguły, pod kontrolą doświadczonych Mistrzów (nawet, jeżeli czasami są oni srodzy i sztywni), używając kamienia obrobionego z mozołem, wypolerowanego i dobrze dostosowanego

Używający metod improwizowanych w ramach postępu prac, proponowanych przez niewykształconych Mistrzów, przyjemnych dla uczniów, ale niepotrafiących uczyć, używających źle obrobione lub sparciałe kamienie, bez cyrkla i węgielnicy, bez poziomnicy i pionu, bez linii, ale tylko z młotkiem, lewarem i kielnią.

Który z tych modeli lepiej gwarantuje stabilność i trwałość budowli? Co jest trwalsze: granitowy kamień czy gliniana cegła? Który z tych 2 modeli wybralibyście do budowy katedry prawdy?

Ci spośród was, którzy mają i wychowują kilkunastolatków, mogli już z całą pewnością stwierdzić, że np. 12-letnie dzieci (bo na pewno nie można ich jeszcze traktować jak dorosłych) są przekonane, że już wszystko wiedzą i chcą same decydować nie słuchając rad starszych. Kto z was myśli, że można im powierzyć budowę domu, i być pewnym, że dom będzie doskonały i trwały? Ale z drugiej strony, dzieci wcześniej zapoznają się z informatyką. Który z rodziców, pod pretekstem nieznajomości informatyki, da dzieciom do tworzenia tekst w Wordzie, i podpisze się pod nimi bez przeczytania i zrozumienia?

Miałem przyjemność pracowania w różnych Rytach, jako członek warsztatu, i obserwować wiele innych Rytów, jako odwiedzający. Stwierdziłem, że każdy z Rytów wprowadza interesujące elementy, więc trudnym było by rozważanie nad „który jest lepszy”. Oczywiście, każdy może mieć swoje osobiste preferencje, i w większości wypadków są one dla Rytu, w którym był się inicjowanym. Ale twierdzić, że kolor czerwony jest lepszy niż niebieski, nie ma sensu. Zwyczajowo mówi się, że w Wielkiej Loży Francji Rytuał jest bardziej rygorystyczny niż w Wielkim Wschodzie Francji, i że ścisłe przestrzeganie Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego jest częstsze niż Rytu Francuskiego.

Mogłem stwierdzić, że rzeczywiście bardzo często tak jest, ale znam wyjątki na dwie strony: widziałem LL:. WLF stosunkowo mało rygorystyczne tak jak i LL:. WWF ekstremalnie ostre. Ale jedno pozostaje zawsze prawdziwe: rygor ubraniowy. W WLF smoking i czarna muszka są właściwie regułą, czasami zastąpione czarnym garniturem, a czasami czarną bluzą przypominającą adwokacką togę (po raz pierwszy widziałem to w Bordeaux, w Sz. L. „Montaigne Terre des Hommes” w 1979 r.). Siostry z Wielkiej Loży Żeńskiej Francji noszą czarne suknie (habity), a Siostry z Wielkiej Loży Żeńskiej Memphis-Misraim białe suknie. W każdym wypadku strój doskonale zuniformizowany umożliwiający pełną koncentrację na przerabianym temacie i tym samym łatwiejsze zachowanie szacunku do rytu, w czasie, gdy sytuacje przeciwna, ubrania krzykliwe, jaskrawe, zróżnicowane, powodują rozproszeń i utrudniają koncentrację na temacie. Żałuję, że w niektórych Obediencjach istnieje niechlujność w tej dziedzinie, i mimo że Regulamin Wewnętrzny często przewiduje pewien rygor, a Bracia o tym „zapominają”.

Faktem jest, że podczas inicjacji otrzymujemy fartuszek i białe rękawiczki. Informuje się nas, że bez tego fartuszka i tych rękawiczek nie wolno nam będzie pojawić się w Świątyni na pracach. Jest też faktem, że żaden rytuał nie precyzuje innych elementów regulaminowych obowiązkowego ubrania. Jedno jest pewne: Rytuał musi być prowadzony koniecznie z pełnym rygorem, bo jak tylko zaczyna się trochę «rozluźniać», masoneria zaczyna przekształcać się w klub dyskusyjny, i po krótkim czasie nic z metody nie pozostaje. (Uniformizacja ubioru, nawet, jeżeli nie jest to nigdzie napisane, ułatwia szacunek rygor do rytuału. Oczywiście, i tu też znam wyjątki, i też idące w dwie strony.

Znam Braci, którzy przeszli przez okres Ucznia jak błyskawica, i którzy dzisiaj są doskonałymi masonami. (Braci, o których mówię nadrobili brak szkolenia ekstremalnym rygorem we wszystkim co nastąpiło, bardzo daleko idącymi lekturami i właśnie ubieraniem się tak jak to sugeruje WL - smoking.) Znam również BB:., którzy po 40 latach masonerii, mając 33° stopień, założycieli Lóż i Czcigodnych Mistrzów Honorowych, i którzy pozostali (lub być może stali się z wiekiem) małostkowi, uparci i absolutnie bez śladu tolerancji. Znam BB:. lub SS:., którzy opuścili Masonerię zniechęceni przez zbyt długie (w/g nich) czekanie lub przez szkolenie źle prowadzone przez ich Dozorców. Niektórzy spośród nich, być może mogliby się stać dobrymi Masonami, ale wątpliwość pozostaje. Jeżeli nie mieli wystarczająco cierpliwości i wytrwałości, jest bardzo prawdopodobne, że i tak nigdy nie staliby się Pełnowartościowymi Masonami.

W Masonerii nie możemy sobie pozwolić na ryzyko: jest absolutnie koniecznym mieć Masonów, którzy będą nosili ten obowiązek z honorem i na których można będzie zawsze polegać (pełne zaufanie). Oczywiście mówię tu o ideale. W rzeczywistości, mimo ankiet, mimo różnych sit zamontowanych przed inicjacją i na drodze inicjacyjnej, filtr okazuje się czasami niewystarczający i fakt, że się jest masonem nie gwarantuje ani rozsądku, ani zdolności do tolerancji, do braterstwa czy solidarności, ani bezstronności ani nawet bezgranicznej uczciwości.

W świecie świeckim, sam zostałem oszukany (hochsztaplerka) przez „brata”, któremu za bardzo zaufałem, ponieważ uznałem go za „prawdziwego” masona, a który mnie „wykiwał” na kilkaset tysięcy franków. W Świątyni sprawiał dobre wrażenie, ale wyraźnie „zapomniał” o „rozpowszechnianiu (a głównie praktykowaniu) na zewnątrz prawd, które poznaliśmy w Świątyni”. Jako ludzie, my, masoni, nie jesteśmy odsunięci od pokus poszukiwania chwały, pochleb, władzy, itd. Na szczęście mamy reguły, które nas ograniczają (zasady, statut, regulaminy, prawo, ryt). Każda chwała, każda władza, muszą być ograniczone w czasie, i dzięki temu możemy zachować zasady „wolność, równość, braterstwo”.

Co mogłoby być lepszym przykładem dla zasady « równości » jak nie koncept, według którego ten, który zajmował najwyższe stanowisko w Loży, stanowisko « Cz.M. », po maksymalnie trzech latach staje się tym, który symbolicznie przejmuje najskromniejszą funkcję, rolę odźwiernego? Później stanie się on zwykłym Bratem zajmującym miejsce na jednej z Kolumn. Jego zasługa jest prawdziwa tylko, jeżeli udało mu się przygotować następców, tylko, jeżeli nowi oficerowie pracują prawidłowo, a najlepiej, jeżeli pracują lepiej niż on sam.

I to właśnie jest jeden z przykładów, gdzie zasada, reguła, powinna być zastosowana w sposób bezwzględny i bezdyskusyjny; mogłoby być wręcz obraźliwe proszenie wartościowego Cz. M. o opuszczenie zajmowanego stanowiska, aby ustąpić miejsca innym, tym czasem on sam mógłby w między czasie przez starczą dziecinność nie zdawać sobie sprawy z faktu, że już nie jest w stanie do wykonywania tej funkcji. Ale na szczęście, wiedzące, że « dura lex sed lex », wszelka dyskusja staje się zbędna. Reguła to reguła.

Zdarzyło nam się w Koperniku inicjować profesora filozofii, erudytę, człowieka wybitnego w każdym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie zapomnę, jak żałowaliśmy, że nie wolno nam udzielić mu głosu jak długo był Uczniem. Jak chcieliśmy zrobić wyjątek po niektórych deskach. Ale nie. Musieliśmy my - Mistrzowie - uzbroić się w cierpliwość, do chwili, w której stał się przynajmniej czeladnikiem. A zwyczaj wymagał, że nie mogło to się stać wcześniej niż po roku. Występując przeciwko tej regule, pokazalibyśmy, że zasada równości nie ma żadnej wartości, a tym samym, że wszystko, co mówimy nie koniecznie jest prawdą. Prawo powinno być takie samo dla wszystkich. I... zdobyliśmy coś nieoczekiwanego - ponieważ w czasie agap Uczniom wolno się wysłowić, nawet ci, którzy przedtem często odchodzili natychmiast po pracach bez dzielenia się tym momentem braterstwa z innymi, decydowali często, że zostaną, aby przynajmniej w tym momencie wziąć udział w dalszym ciągu rozmów.

Ten rygor, jest to olbrzymia przysługa, którą my, „starzy i doświadczeni”, udzielamy „młodym, początkującym”. Wiadomo, że w masonerii operatywnej, często zdarzało się, że Ci, którzy brali udział w zakładaniu podwalin konstrukcji katedry, nie dożywali do uwieńczenia. A przecież ich praca była bardzo ważna, i właśnie im więcej włożyli mozołu, starań, tym lepszy był wynik. W masonerii spekulacyjnej jest tak samo. Nawet, jeżeli niektórzy masoni (ludzie) śpieszą się, Masoneria nie powinna działać w pośpiechu.

Tak samo jak my żyliśmy i… przeżyliśmy, fakt, że kontynuujemy udowadnia, że nie było to szkodliwe. Różnica pomiędzy Uczniami, Czeladnikami i Mistrzami istnieje, i nie powinno się jej ignorować pod fałszywym pretekstem „równości”, według którego „jesteśmy wiecznymi Uczniami”. To nie prawda. Fakt, że my też dalej uczymy się, nie znaczy, że jesteśmy „Uczniami”. Natomiast można powiedzieć, że jesteśmy wiecznie „uczącymi się”.

Jedną z nauk, którą powinniśmy zdobyć w masonerii, to zdolność prawidłowego używania odpowiednich słów. Mamy też nasz własny, specyficzny język, język symboli, którego jednym z celi (poza rozpoznaniem się nawzajem), jest móc używać wyrażeń jak najbardziej dostosowanych do sytuacji. Słowa języka profańskiego są często niewystarczająco precyzyjne, aby móc przekazać „prawdziwą prawdę”. Umiejętność wysławiania się, komunikowania, odpowiada w masonerii spekulatywnej „budowaniu”, tak jak w masonerii operatywnej kładzenie cegły na cegle. Ale często na początku istnieją „nieporozumienia lingwistyczne”. Ponieważ mówimy o dłucie i młotku, o cyrklu i kątownicy, o poziomie i pionie, o linijce z 24 podziałami, itd… mogłoby się wydawać, że są to nasze narzędzia pracy. Ale oczywiście, w przeciwieństwie do masonerii operatywnej, w masonerii spekulatywnej Są to tylko symbole. Naszymi narzędziami są deski, i myśl, która z nich wypływa. Awansujemy właśnie dzięki deskom i następującym dyskusjom. To znaczy też, że deska zbyt „doskonała”, po której nic już nie można dorzucić, która nie zmusza nas do myślenia, wahań ...nie spełnia swojej roli „masońskiego narzędzia”.

Ale w ogóle, co to jest „doskonała” deska? Nigdy nie zapomnę, jak w Loży mojej żony, mając już ponad 20-sto letni staż Mistrza, popełniłem błąd… dziękując za „doskonałą deskę”. Natychmiast siostra Mówczyni huknęła na mnie, przypominając, że powinienem wiedzieć, iż w masonerii nigdy nie dziękuje się za deski. Rzeczywiście, każdy powinien włożyć maksymalne wysiłki, aby przygotować jak najlepszą deskę. Mówienie o niektórych z nich, że są wspaniałe, a nie mówienie nic o innych, równoważyłoby powiedzeniu, że są nic nie warte, i że ich autorzy najlepiej by się nie wypowiadali, bo i tak nie potrafią. A przecież doskonalimy się dużo więcej przygotowując własne deski, niż tylko słuchając deski wygłaszane przez innych. Poniżając w ten sposób wartość wysiłku włożonego przez niektórych Braci, może być uznane za akcję doskonale anty-masońską.

Błędy w zachowaniu się można zobaczyć zawsze i wszędzie, ale czasami jest trudno wiedzieć, dlaczego nazywamy je błędami, ponieważ nie są wpisane w żadnym regulaminie, w żadnym statucie i w żadnym rytuale. Są to tak zwane „nawyki i zwyczaje”, które niektóre komisje próbowały sformalizować na piśmie, ale których prace pozostały nieznane większości BB:.. Jednym z klasycznych błędów w czasie regularnych prac, jest zwracanie się bezpośrednio do Mówcy lub do Brata, który właśnie się wysłowił. W Masonerii nie polemizujemy z konkretnymi BB:., ale próbujemy zawsze wzbogacić wspólną wiedzę przekazując wszystkim znane nam elementy. Dlatego, na samym początku każdej wypowiedzi, zdanie „Cz. M., i wy drodzy Bracia w waszych stopniach i urzędach” ukierunkowuje debatę; zwracamy się do Cz. M. i wszyscy inni BB:. słuchając, są aktywnymi świadkami. I tu, można powiedzieć, B:. Mówca (lub B:. X) powiedział (lub sprawia wrażenie ufać), że…, natomiast ja chciałbym wiedzieć, co myśli się (lub upewnić się, że wie) o…. Innymi słowy, w ten sposób, zachowując rygor samej zasady, pewna forma dialogu pozostaje możliwa.

Mógłbym powiedzieć jeszcze bardzo dużo (30 lat to szmat czasu).

Ale, ponieważ doskonała deska nie istnieje, ten temat nie może być wyczerpany. Prawie każdy podtemat mojej deski mógłby być rozwinięty na pełną deskę. Kończę, pozostawiając trochę czasu dla odpowiedzi na pytania oraz na wypowiedzi z ciekawymi doświadczeniami innych Braci. W konkluzji, mogę szybko powiedzieć, że po ponad 30 pierwszych latach mojej masonerii, co roku stwierdzam, że mogę się jeszcze dużo nauczyć i jeszcze więcej zrozumieć.

Jedno, o czym jeszcze nie mówiłem, odnosi się przede wszystkim do BB:. Mistrzów: czy zauważyliście, że rozumie się stopień, w którym się było dopiero po przejściu na następny? Wiedzcie, że tak jest też dalej po stopniu Mistrza. Nigdy nie powinniśmy się zatrzymać. Nigdy nie powinniśmy być zadowoleni z tego, co już uzyskaliśmy, ale zawsze powinniśmy podążać dalej. A przecież niestety, jest bardzo częste, że po uzyskaniu stopnia Mistrza, frekwencja obecności spada i Bracia Mistrzowie zamiast służyć za przykład rozluźniają swój początkowy zapał.

Więc, jako wniosek: wstąpiliście do Masonerii w szlachetnych celach, i wierzcie mi, nie popełniliście błędu. Bądźcie wytrwali.